Ahaswera gorąco wystąpiła do walki.
— Dziękuję panu za taką miłość — poczęła — która w jednéj uwielbianéj istocie nie znajduje wszystkich możliwych doskonałości. To co hrabia tak niewłaściwie miłością nazywasz, już nią być nie może, bo ma w sobie robaka analizy: rozbiéra, sądzi, a miłość powinna być ślepą — szaloną, bezgraniczną! Pfe! pfe! — dokończyła — miłość pokrajana na kawałki...
— Les morceaux en sont bons! — Szepnął francuzkiém wyrażeniem Wiktor pocichu.
— Ja zaraz jutro — zwracając rozmowę, odezwała się księżna Ahaswera — lecę do Doriów i muszę widziéć tę... Nie wiész pan jak się zowie? — spytała Wiktora.
— Nie mogłem, anim chciał jéj pytać o to — rzekł zimno Wiktor.
— Ani czy jest panną, wdową, lub mężatką?
Wiktor odpowiedział milczeniem.
— Sądzę z tragicznego wyrazu twarzy — dodał Emil — iż wdową, albo... istotą opuszczoną być musi.
— Ale żeby się téż można nagle tak zająć niewiedziéć kim — z przekąsem rzekł hr. Filip. — Może jakaś awanturnica.
Surowy ten sąd zahuczano protestacyami; hrabia umilkł.