— Boże mój! ale cóż ja biédna pocznę z sobą, ja, com żyła wami, com tu przyrosła zarazem do tego Rzymu i nie będę wiedziała co zrobić.

— Toż samo i jabym mógł powtórzyć — szepnął hr. August. — Te wieczory na Via Sistina, te spokojne nasze rozmowy przy okrągłym stole, oświéconym oczyma naszéj pani, miałyżby tak smutny miéć koniec przez jednego biédnego szaleńca?

— Biédnego! — zawołała Ahaswera — powiédz występnego! Możeż być co nikczemniejszego nad prześladowanie kobiéty? Ja — jabym go jutro bez sądu kazała powiesić. Jednę już zabił, a drugą zamęcza. Pocóż uciekać z Rzymu? Ja także protestuję, bo chciałam z wami moję żałobę odsiedziéć. Przecież się od niego można zamknąć.

— Na ulicę wyjść nie będzie podobna — odparła Liza. — Takie życie w ciągłéj obawie, ciągle na oczach tego prześladowcy, stałoby się nie do zniesienia.

Ferdynand, stojący za krzesłem siostry, po swojemu pojmujący całą sprawę, nakoniec wyrwał się po młodzieńczemu, nie mogąc wytrzymać:

— Przepraszam — zawołał głośno — ale, słowo honoru daję, przykro mi słuchać. A do czegóż myśmy się zdali, jeśli w takim razie nie możemy stanąć w obronie prześladowanéj kobiéty? Jabym nie za siostrą, ale za kimkolwiekbądź w tém położeniu zostającym, ujął się, wyzwałi przepłoszył. Nam nic innego nie pozostaje (tu spojrzał na Wiktora), jak z tym jegomością się rozprawić.

I rozgrzany własném wystąpieniem, Fernando w postawie rycerskiéj wyszedł na środek pokoju, nie mogąc już ustać spokojnie.

Liza jednym wykrzykiem zaprotestowała, a hr. August chwycił wzburzonego za rękę.

— Zmiłuj się, nie tak gorączkowo — rzekł. — To się na nic nie zdało, a nadałoby rozgłos niepotrzebny wypadkowi niemiłemu wprawdzie, ale niemającemu tak wielkiéj wagi. Dać się zabić, albo nawet ranić, byłoby grzéchem, a jego sprzątnąć ze świata prawdziwą łaską. Dajże mu pokój; pogarda zabija daleko skuteczniéj.

Ferdynand się zżymnął.