Spojrzał na Augusta szydersko.
— Zkąd-że wiész, że mieszkamy i kto mieszka? — zapytał August zdziwiony.
— A jakżebym ja nie miał o tém wiedziéć? — odparł Filip. — Przecie poto przybyłem do Drezna. Wiem że obie księżne są z panią Lizą i z hrabią w Schandau, gdzie spodziéwam się że i pan Wiktor być musi, choć o nim jeszcze stanowczego języka nie powziąłem; lecz i do tego przyjdę zczasem.
August kawę popijał w milczeniu, a Filip ze złościwością ciągnął daléj, jakby chciał go męczyć umyślnie.
— Szukam i ja willi w okolicy, aby być państwa bliżéj.
— To będzie doskonały sposób wypędzenia nas — rzekł August zimno.
— Przedemną schronić się może trudno — odparł Filip.
Słuchający zżymnął się tylko. Patrzył na widok, który miał przed sobą, nie chcąc już odpowiadać. Prędko dopiwszy kawy, wstał z krzesła, skłonił się Filipowi zdala i żywym krokiem poszedł ku przystani, w któréj właśnie statek się gotował do odejścia.
Filip, oddawszy ukłon, nie ruszył się, powiódł oczyma za odchodzącym i został na terasie. Z oburzeniem oddalał się hr. August. Mówić dłużéj, chciéć ubłagać i nawrócić tego człowieka, zdawało mu się niepodobieństwem, a miał we zwyczaju tam, gdzie nic nie było do zrobienia, marnie słów nie tracić.
Postanowił w duchu nie taić już przed panią Lizą bytności Filipa, a że pora kąpieli i wód nadchodziła, wybrać się gdzieś do jakiegoś mało znanego kątka, w którymby ich niełatwo znaléźć było można. Ahaswera i tak już życzyła sobie zmienić miejsce pobytu, a księżna Teresa gotową była towarzyszyć przyjaciółce wszędzie.