Chociaż upał wielki podróż czynił przykrąwśród tumanów kurzu, które wiatr na gościńcu podnosił, hrabia Filip o południu był już na miejscu. Francuz zyskał podziękowanie: wszystko było obmyślane z wielką wytwornością i smakiem. Obiad naturalnie włoskim być nie mógł, ale Włochy dostarczyły dość okazałego bogactwa płodów swoich, a wykwintniejsze Francuz umiał pościągać w krótkim czasie z miast portowych i wielkich magazynów spożywczych. Restaurator dopytywał się tylko z pewnego rodzaju niepokojem, czy osoby zaproszone poznają się i ocenić potrafią sztukę, jakiéj miał dać dowody.
Hrabia Filip zapewnił go o tém, choć na myśl mu przyszedł Pelukowski, który, wykarmiony na barszczu z rurą i huzarskiéj pieczeni, na pirogach i kaszy, gusta miał wcale niewykwintne.
Około godziny czwartéj hrabia August przybył piérwszy, sądząc że Filipowi będzie mógł być w czém pomocą.
Zaraz po nim nadciągnął szlachcic, któremu, dla uniknięcia jakiéj omyłki, dodano pana Aureliana. Niebardzo się oni z sobą godzili, lecz malarz słuchał chętnie, szlachcic mówił dużo, rad był z poznania „rodaka” i tak przypłynęli szczęśliwie do portu.
Na widok ruin i lasu, Pelukowski mocno był zdumiony, i dopiéro posłyszawszy o cesarskiéj willi, wytłumaczył sobie jako tako fantazyą hrabiego przyjmowania gości wśród takich dziur i wertepów.
— Żeby tu miało być co pięknego — rzekł, przypatrując się dokoła — tego nie powiem. Las nieosobliwy, piwnice, mości dobrodzieju, puste, powietrze dławiące; ale zawsze to miła rzecz powiedziéć sobie, że się jadło obiad, gdzie dawniéj imperatorowie rzymscy mieli swe pałace. Tylko że to, mości dobrodzieju, gdy się o tém będzie rozpowiadało, wierzyć nie zechcą.
Przed przybyciem szlachcica z artystą, hrabia Filip, korzystając z tego, iż sam był z hr. Augustem, zagadnął gorączkowo:
— Czy uważasz co to się święci i na co się zanosi? Nie dałbym złamanego szeląga, że nam ten kawał awanturnika, bez nazwiska, ideał nasz pochwyci! Pani Liza okazuje mu tak nadzwyczajną i tak niekryjącą się, otwartą sympatyą, że głowę mu zawróci. No i co wy na to?
Hrabia August z powagą wysłuchał tego wykrzyknika i rzekł zimno:
— Człowiek jest sympatyczny, a właśnie ta okoliczność że pani Liza się nie tai z tém, iż go ocenia, iż się jéj podoba, zdaje mi się dowodzić, że to niczém nie grozi. Znasz ją zbyt dobrze, byś ją posądzić mógł o płochość.