Włożono więc z pomocą gospodarzy ciało do powozu i orszak żałobny pociągnął za nim pieszo do miasta.
Gdy się to działo na gościńcu, hrabiego Filipa, nie mogącego przemówić słowa i będącego w stanie budzącym obawy największe, hrabia August z troskliwością odwiózł do hotelu, gdzie się dał w łóżko położyć i jak dziecko rozporządzać sobą. Posłano po lekarza.
Ferdynand, który wszystkiego był niemym świadkiem, już dniem powrócił do domu i choć zmęczony, spać się nie mógł położyć. Niezbyt wrażliwy i dosyć chłodnego usposobienia, piérwszy raz w życiu doznawszy wzruszeń tak silnych, był niemi jak przybity. Strony tragicznéj życia ludzkiego nie znał wcale. Słyszał o niéj, nie zetknąwszy się z nią nigdy. Uczyniła na nim wrażenie tak silne, iż przyjść do siebie nie mógł. Usiadł na sofie i nierychło gorączkowym snem usnął. Pani Liza, która wstała téż dosyć późno, nie kazała go budzić. Przesiedział tak do południa, a gdy oczy otworzył, to co widział zdawało mu się nocną zmorą.
Pod wrażeniem tém znalazła go wchodząca siostra, która się dowiedziéć chciała, czy nie jest chory.
Spojrzawszy na niego, na tę twarz zwykle wesołą i spokojną, na któréj nigdy się silniejsze nie odbiło uczucie, zrazu przelękła się, czy po jéj odjeździe nie zaszło coś osobiście dotyczącego brata.
— Co ci jest? — spytała niespokojna.
— Przyjść do siebie nie mogę — odparł Fernando — a nie wiem czy ci potrafię opowiedziéć, co się stało.
Liza przystąpiła cała drżąca; zaczynała się lękać o tego, którego imienia wymówić nie śmiała.
— Mów, na Boga! — zawołała — nie trzymaj mnie w téj niepewności! Cóż się stało?
— Wracaliśmy w bardzo, w zbyt nawet wesołych humorach z téj prawdziwie nieszczęśliwéj wycieczki. Wiktor i Aurelian poszli przodem pieszo.