— Postąpiłeś sobie — rzekł po namyśle — tak, iż uniewinnić cię niepodobna. Wszystkie następstwa kroku tego przypisz swéj zapamiętałości. Ja w żadnym razie do sprawy wstrętliwéj dla mnie mieszać się nie chcę. Proszę nie rachować na mnie.

Odwrócił się, a po przestanku dodał:

— Wrazie jakichbądź następstw, znajdziesz mnie nie z sobą, ale przeciwko sobie. Znasz mnie, że co powiem, dotrzymuję.

Skłonił się zimno.

Filip usiłował się usprawiedliwić; lecz zamiast spiérać się z nim i rozprawiać, hr. August wziął za kapelusz, dając poznać że wychodzi z domu. Zmuszony ustąpić, Filip wyszedł, mrucząc.

August natychmiast pobiegł do Lizy, chcąc być na jéj usługi. Nie znalazłszy jéj w domu, poszedł do księżny... Nie przyjęto go... Nie chcąc powracać do siebie, aby go tam Filip, mieszkając obok, nie nachodził, udał się za miasto i błądząc sam po Via Appia, nie powrócił aż nocą do domu.

Ferdynand, zamknięty w swym pokoju, gryzł się i rozmyślał czy, mimo zakazu siostry, nie powinien był wyzwać Filipa. O pozór łatwo było. Chciał się poradzić z hr. Augustem, lecz musiał to odłożyć do rana.

Nazajutrz około południa Wiktor, już stęskniony, szedł na Sistynę do swéj pani. Ona téż pewną była, że go zobaczy, czuła że przyjść musi. Znalazł ją bladą, z oczyma trochę czerwonemi, ale czulszą, poufalszą niż przedtém. Do miłości dawnéj przybyło współczucie dla nieszczęścia, szacunek dla charakteru.

— Czekałam na ciebie, kochany przyjacielu — odezwała się, wyciągając ku niemu ręce obie. — Potrzebowałam cię widziéć, tęskniłam...

— A ja marzyłem o szczęściu mojém i przyjść nie śmiałem — rzekł Wiktor. — Jestem pijany dziś jeszcze...