Hrabia August oczy trzymał spuszczone, czoło miał wypogodzone i czytać w sobie nie dawał. Można się tylko było domyślać z ruchów, z wielkiéj pilności jaką miał około siebie, że obawiał się, aby w nim czytać nie chciano, odgadując iż któś być może ciekawy. Czy miał co do utajenia? o to zdawała się go mocno posądzać księżna, bo przyglądała mu się pilnie, a nie zdobywszy nic, wkońcu wprost go zagadnęła, aby zmusić do podniesienia oczu i przerwania milczenia.
— Hrabio Auguście, jakże idą studya rzymskie?
— Niech księżna nie pyta — odparł głosem powolnym i cichym, nie podnosząc oczów z talerzyka. — To nie studya, przepraszam, ale studnia do wypicia.
— A my do zgłębienia jéj przeszkadzamy — wtrąciła gospodyni — my, to jest ja.
Księżna się uśmiéchnęła nieznacznie.
— Całkiem przeciwnie — zawołał żywo hrabia August — pani do nich mi dopomaga skutecznie. Każde jéj zapytanie uczy mnie mojéj niewiadomości, odkrywa drogi nowe. Pani masz dar wskazywania tych stron, tych wątpliwości, na które tylko umysł tak obdarzony szczęśliwie, tak przenikliwy jak jéj wpaść może...
— A! nie przewidziałam wcale, że wywołam tak niezasłużony kompliment — rozśmiała się gospodyni z wesołością trochę wymuszoną i mocno zarumieniona.
Tak rozpoczęta rozmowa, z pomocą księżny Teresy, która miała dar ożywiania jéj i prowadzenia, byłaby gładko i przyjemnie potoczyła się daléj, po równéj powierzchni rzeczy powszednich, gdyby (był-to dzień niespodzianek) z przedpokoju nie dała się słyszéć stłumiona jakaś rozmowa, zwiastująca gościa nowego.
Wszyscy umilkli, zdziwieni trochę, bo się nikogo więcéj nie spodziéwano. Na twarzy gospodyni odmalował się niepokój i ciekawość. Zdala rozmowa ta ze służącym w przedpokoju brzmiała jakby spór z nim dość żywy.
Nieznany głos brzmiał męzko. Pani Liza spojrzała na brata, a ten domyślił się, że obowiązkiem jego było pójść się dowiedziéć, co mogło o téj godzinie zamieszać spokój tak niespodzianie.