— Są takie ciężkie, ołowiane w życiu chwile — poczęła, siadając, księżna Teresa. — Nie wiem co wywołało we mnie dziś ten ucisk duszy: czy widok téj biédnéj a mężnéj kobiéty, która się na artystkę kształci z taką potęgą woli, a tak widocznym bólem w duszy — czy może ten zagadkowy Wiktor, który mi chodzi ciągle po myśli.

Posłyszawszy to imię, drgnęła pani Liza, ale natychmiast wróciła do pozornéj obojętności.

— Nie jestem z natury tak dziecinnie ciekawą — ciągnęła daléj księżna. — Moje wścibstwo i krzątanie się jest skutkiem próżniactwa i potrzebą zajęcia. Ten Wiktor pseudonymski nie byłby mnie może tak zaintrygował, gdyby nie ta kamea, o któréj ci wspominałam.

Milcząc, skinęła Liza, iż wié już o niéj.

— Do historyi téj szpilki — dodając, księżna — przybyło jeszcze jedno postrzeżenie, które najdziwaczniejsze domysły rozbudza. Piérwszy raz widząc tego Wiktora, sądziłam żem go gdzieś widziała, znała... Łamałam nad tém głowę. Ruchy, ton mowy, wyraz twarzy przypominały mi kogoś niezmiernie znajomego... Męczyłam się tém długo, gdy Kunusia, która widziała u mnie w czasie herbaty tego nieznajomego, otworzyła mi oczy, a raczéj nabawiła gorszego niepokoju.

Mówiąc to, księżna chwyciła rękę Lizy i, oglądając się niespokojnie, szeptała:

— Coś się zgadało o tém, że nowy gość był u mnie. Wtém Kunusia powiada: „Czy téż to księżny nie uderzyło, jak ten pan nadzwyczajnie do nieboszczyka starego księcia-ojca podobny? ” Zamilkłam, bo dopiéro teraz uderzyły mnie te rysy, jakby familijne. Może to być przypadkowe, ale trzeba wiedziéć, że owa kamea, którą u niego spostrzegłam, była własnością starego księcia. Złóż-że to razem, moja droga, i powiédz mi, czy nie mam prawa niepokoić się i łamać sobie głowy?

Liza słuchała blada, równie jak księżna poruszona.

— Stary książę — mówiła daléj przybyła — był najprzykładniejszego życia. Nikt nigdy go nie mógł posądzić o żadne tajemne stosunki. Owdowiał wcześnie, a żenić się nie chciał powtórnie; żył bardzo samotny na wsi, nie wychylając się z domu prawie.

Po krótkiém milczeniu, księżnie wyrwało się znowu: