Siadano do stołu. Miejsca były powyznaczane i nie bez zwykłéj gospodarzowi złośliwości. Siebie umieścił naprzeciw p. Lizy, obok księżny Ahaswery, któréj także towarzyszył Pelukowski; poetę wziął do siebie, razem z Wiktorem i Aurelianem. Gorajski, choć odsunięty od pięknéj wdowy, zukosa jednak mógł patrzyć na nią, a ona, wyszukawszy go oczyma, ciągle już zwracała się ku niemu.

O czémże mówić było można w okolicy Rzymu, na zwaliskach willi Adryana i w gronku ludzi, oprócz Pelukowskiego i Fernanda, zajętych sztuką a miłujących ją — jeżeli nie o sztuce? Temat-to niewyczerpany.

— Gdybym była pejzażystą — odezwała się księżna Teresa — co za cudowny krajobraz zrobiłabym, wybrawszy jedno z tych gruzowisk, tak ślicznie obwiniętych zielenią, a tak majestatycznych!

— Mnóstwo ich już malowano — przerwał poeta — a sztychowano więcéj jeszcze. Zdaje mi się że i u Piranesich są patetyczne parafrazy tych ruin.

— Villa d’Este, lasek w Olevano, kastel Gandolfo, Tivoli, dostarczają studyów bezmiary — dodał Aurelian. Ale jakże trudno, schwyciwszy linie zimne tych widoków, wlać w nie to życie, które one mają w naturze; ukraść to słońce, to powietrze, te barwy i to coś nieokréślone, co stanowi charakter krajobrazu z okolic Rzymu!

— Wogóle malarze, którzy długich lat nie przebyli we Włoszech — rzekł Wiktor — a nie przynieśli tu z sobą gorącéj miłości piękna, inteligencyi, duszy, pejzaż włoski malują szablonowo, tym ogólnym, niby gorącym kolorytem i z tą brawurą, jaką biorą ze szkoły Salvatora Rozy. Tymczasem Włochy są całym światem i krajobrazy Kampanii rzymskiéj, Apeninów, Neapolu, Kapri, sycylijski, lombardzki, medyolański zupełnie odrębny mają charakter.

— W każdy obraz potrzeba włożyć duszę, aby na duszy zrobił wrażenie. Co z chłodnéj refleksyi powstało, nie zachwyci nikogo, chociaż piękném być może — dodał Aurelian.

— We wszystko, co ma żyć, duszę włożyć potrzeba — odezwała się księżna Teresa.

— Tak! — uśmiéchnął się poeta z pewną goryczą, którą z sobą przyniósł dnia owego — a nikt tego nie pojmuje, że poeta i artysta, duszę swą przeléwając, udziela, uszczupla zapas jéj w sobie. Jak się to dzieje, nie wiem, lecz tworzenie wycieńcza i... i dziwią się potém ludzie, gdy spotykając poetę, artystę, znajdują w nim często tylko suchą łupinę.

Westchnął Emil Marya, okiem rzucił ku Ahaswerze, ale tę w téj chwili zabawiał Pelukowski opowiadaniem, jak go, mości dobrodzieju, łajdaki gondoliery na dziesięć franków odrwili.