— Jedna jest rzecz, do któréjbym się mógł zapalić, roznamiętnić, i nie ręczę czy w niedostatku innego zajęcia i celu, nie rzucę się kiedy do niéj, to — wiécie państwo co?
Chwilkę się zatrzymał, czekając czy kto niespróbuje odgadywać, ale nikt nie wpadał nawet na przypuszczenie, ażeby hr. Filipa coś roznamiętnić mogło, oprócz takich rzeczy, o których mówić nie było warto.
— Wiécie państwo co? — powtórzył hr. Filip. — Dziennikarstwo!
— Bez żartu, masz wistocie temperament dziennikarski — odezwał się poważnie i bez najmniejszego cienia szyderstwa, hr. August.
— Tak, ja to czuję sam — podchwycił Filip. — Dziennikarstwo jest rycerstwem, bądźcobądż. Kto do szabli się nie zdał, na tém polu walczyć może, no... i burzyć. Zadaniem dziennikarstwa jest głównie krytyka i obalanie, a to mi się właśnie uśmiécha.
— Przepraszam cię — odezwał się hr. August. — Dziennikarstwo jedną ręką rozwala, drugą budować powinno.
— No, jeżeli tak, to ja tą jedną jestem ręką co wali, wywraca, oczyszcza pole. To moje posłannictwo, mam to we krwi — mówił, unosząc się, hr. Filip. — Założenie wielkiego organu, któryby sobie wziął za zadanie nielitościwie nam oczy otwiérać, złudzenia rozpraszać, burzyć przesądy, uprzedzenia rozpędzać... mogłoby być jeżeli nie rzeczą użyteczną, bo za to nie ręczę, to przynajmniéj eksperymentem nader interesującym.
— Próbuj! — rzekł hr. August — przyklaśniemy.
— Ha! ha! — rozśmiał się gospodarz. — Trudność główna leży nie w założeniu, w ramach, programach i wystawieniu rusztowania, ale w znalezieniu falangi ludzi, coby szła ze mną, z myślą moją, coby miała odpowiednie talenta, a wyrzekła się samoistności, bo tu jeden musi być wódz i dyktator. Znajdzcież mi ludzi, coby, czując w sobie siły, poszli z niemi pod komendę cudzą.
— Dlaczegóż nie? — zawołał Wiktor. — Potrzeba tylko, aby ci ludzie zgodzili się na cel, naówczas sacrifizio del’ intelletto stanie się możliwém. Burzenie zaś, o którém hrabia mówisz, nigdy nie może być celem, jest tylko środkiem.