— Ja umrę ze strachu pod tym namiotem — odezwała się, zrywając, księżna. — Na Boga, czy się niéma gdzie schronić?

— Do podziemia! — zawołał hr. Filip — tu niedaleko wnijście. Od piorunów i ulewy będziemy tam bezpieczni. Służba nam natychmiast przyniesie krzesła i stoły nawet. Wprawdzie okropna to dziura i pełna śmiecia, ale w niéj kilkaset osób może się pomieścić.

Ahaswera ruszyła się natychmiast, czekając aby jéj kto podał rękę, i skinęła niecierpliwie na poetę, który, zapomniawszy rannéj rozterki, nadbiegł natychmiast. Wszyscy się ruszyli za nią, choć niebardzo chętnie. Wiatr, mimo tamującego go lasu, miotał już namiotem; gałęzie szeleściły, drzewa się uginały, liście unosiły w powietrzu.

Błyskawice coraz częstsze następowały jednepo drugich. Za przykładem księżny ruszali się już wszyscy i Wiktorowi udało się zbliżyć do pani Lizy, któréj podał rękę, nim go kto zdołał uprzedzić. Przyjęła ją chętnie i Ferdynand dostrzegł że się zarumieniła, a oczy jéj poweselały. Księżną Teresę powiódł August. Szlachcic, dopiwszy wina, niebardzo chętnie się zabiérał wynosić z namiotu.

— A to, mości dobrodzieju, historya — rzekł do Aureliusza. — Ledwieśmy obiad zjedli, ba, nawet niecały, bo coś jeszcze podawać mieli, burza nas pędzi do karceresu... A jak lunie i zacznie artylerya niebieska dokazywać, to my tu i noc gotowiśmy być zmuszeni przesiedziéć. Ale któż-bo widział obiad wyprawiać w takiém miejscu na pustyni!

Dészcz już lał i pioruny biły, tak jak one w Apeninach czasem umieją, gdy burza po skwarze szaléć zacznie.

Poeta, który nieraz tu bywał, z łatwością znalazł blizkie wnijście do podziemia. Nie było ono wygodne, bo schodzić musiano po osuniętéj ziemi i gruzach w głąb. Podziemie było rozległe, lecz chociaż sklepienie nad niém trzymało się jako tako, przez otwory, któremi zwieszały się zarośla i trawy, wchodziło światło dzienne, mogła więc wnijść i uléwa. Znać było na tém, co stanowiło rodzaj podłogi, iż tu strumienie wody nieraz gościły, bo powyżłabiały drogi, poryły koryta, ponanosiły mułu i cegły... Można więcbyło tylko w pewnych miejscach znaléźć schronienie, i to rozdzieliwszy się na gromadki.

Księżna Ahaswera wybrała sobie kątek w rogu, na kupie rumowisk, i przyparła się do ściany; trochę niżéj zajął miejsce hr. August z księżną Teresą, obok któréj przyszła stanąć Liza.

— Chociaż się nie tak boję piorunów, jak księżna — szepnęła do swego towarzysza — pan mnie nie opuszczaj... choćby przez litość, abym nie była narażona na inne towarzystwo.

— Czekałem tylko na pozwolenie — rzekł Wiktor. — Obawiałem się narzucać.