Ferdynand nie śmiał się sprzeciwiać; pocałował ją w rękę.
— Uspokuj się — rzekł — ja ci w niczém nie będę zawadą i przeszkodą. Wiész jak cię kocham, a dla ciebie i jego ukocham jak brata. Ale, Lizo moja, co powié świat?
— Świat? niech powié co zechce... z uśmiéchem przyjmę jego potępienie.
Po gwałtownéj scenie w ulicy, któréj hr. Filip pewnie się nie spodziéwał, bo tyle energii i odwagi nie przewidywał w Lizie — chciał winowajca biedz wprost do hr. Augusta i jemu powierzyć poselstwo, które przeznaczał jako ostatni cios mściwy dla téj, co nim pogardziła.
Chwila krótka namysłu starczyła mu jednak, by zmienił zamiar. Hrabia August nie zdał mu się sposobnym do tego; okoliczności, które się zaraz objaśnią, czyniły księżnę Teresę, w przekonaniu Filipa, daleko właściwszą do pośredniczenia między nim, a Lizą.
Nie zatrzymując się więc, pobiegł do jéj mieszkania.
Księżna tylko-co była powróciła ze swéj zwykłéj rannéj wycieczki po muzeach, po pracowniach. Rozbiérała się właśnie, potrzebując spocząć, i nie przyjmowała nikogo.
Hrabia Filip na bilecie wizytowym nakréślił kilka słów i posłał go przez służącego.
Wkrótce potém księżna, nawpół ubrana, weszła pośpiesznie do salonu, rozkazując wpuścić gościa. Znała go śmiałym, szyderskim, złym, zdziwiła się, widząc wściekłym. Trzęsły mu się ręce, szedł jak oszalały ku niéj.