Nie jedno to upokorzenie przełknąć musiałam.
Wkrótce po zamążpójściu straciwszy matkę naprzód, w rok późniéj ojca, byłam samą na świecie, bez opieki i najnieszczęśliwszą istotą.
Miłość hrabiego, tak gwałtowna w początku, zmieniła się w rodzaj wstrętu, lekceważenia, nienawiści. Być może że i ja rozwinięciu się tych uczuć byłam poczęści winną, gdyż czułą być nie mogłam, a kłamać nie umiałam.
Pomiędzy młodzieżą, którą jak rodzajem dworu lubił się mąż mój otaczać, był krewny daleki hrabiego, jeden z tych powinowatych, do których się nie przyznawano chętnie, bo był ubogi, a imię nosił nieznane. Chłopak dwudziestokilkoletni, wychowany przez matkę, nieśmiały, skromny, rumieniący się cochwila, służył innym za pośmiewisko.
Dla hrabiego, jako starszego i wpływowego człowieka, na którego może poparcie rachował, był z wielkiém uszanowaniem i powolnością. Matka go tu przysłała, a kuzyn miał sobie za największą przyjemność psuć go, wyszydzać skromność, śmiać się z jego zasad i obyczajów. Artur znosił to łagodnie, pozwalał się wyśmiéwać i, zawsze w nadziei protekcyi, uczęszczał do domu naszego, bo hrabia się nim i posługiwać lubił i miał z niego cierpliwą ofiarę swych sarkazmów.
Żal mi było chłopca, tak jak jemu, gdy patrzył codziennie na obchodzenie się męża ze mną, żal być musiało mnie także.
Nie wiem czy to w nim jakie czulsze dla mnieobudziło uczucie, ale co do mnie, chociaż sympatyą miałam dla niego, serce moje było tak żółcią zalane, ja tak znękana, żem ani mogła pomyśléć o jakichś miłostkach.
Postrzegłam jednak wkrótce, że jakby z umysłu, zaczęto Artura mną prześladować, a razem podawać mu sposobność znajdowania się zemną samnasam. Nie mogłam pojąć celu tego manewru męża mojego, ale był tak niezręczny i wyraźny, żem przestraszona i oburzona musiała się miéć na baczności. Męczyło mnie to, a widziałam że Artur był niespokojny, poruszony i równie jak ja nie wiedział, co począć z sobą. Dawano mu rozkaz stawienia się u nas na dnie, w których właśnie męża mojego w domu nie było; wyznaczano zajęcia, które go do mnie zbliżać musiały.
Gdym się przekonała, iż to nie było przypadkowém, zamykałam się u siebie, a Artur, przybywając i dowiedziawszy się że jestem sama, odjeżdżał, nie widząc mnie.
Byłam mu za to wdzięczną. Ta strategia męża mego dosyć długo się przeciągała. Nie zbliżyło mnie to wcale do Artura, bo nie miał ani odwagi, ani ochoty zaplątania się w brudną intrygę.