— Widział cię? — zawołał żywo.

— Niestety! gorzéj, bo mi się zdala z uśmiészkiem ukłonił — kończył Ferdynand.

Zamilkli; zasępił się hrabia.

— Wistocie to nowina nieprzyjemna, po dwóch leciech miéć go znowu, jak zawieszony miecz Damoklesa nad głową. Ani słychać już o nim nie było; myśleliśmy że do kraju powrócił. Czy sądzisz że jest tu umyślnie?

— Nie wiem, ale z szyderskiego wyrazu twarzy ledwiebym go o to nie posądził — mówił Ferdynand i zamyślił się głęboko. — Trudnoż nam przed nim uciekać.

— Spodziéwam się że nas tu do Schandau gonić nie będzie — rzekł August. — To przypadek... Nie mów o tém siostrze.

— Nie myślę jéj tém niepokoić, chociaż złożyło się dziwnie, boć Gorajski lada chwila przybędzie.

— W Dreznie się o nas nie dowié — rzekł August. — Nie śledził cię przecie?

— Dlategom się opóźnił, żem się tego obawiał — przebąknął Ferdynand zmieszany.

Rozmowę przerwało powołanie do herbacianego stolika. Obaj panowie przyszli doń, udając wesołość, któréj nie mieli.