— A! bardzo tu ślicznie! Ja, co nigdy nie byłam za granicą, jestem zachwyconą. Jakie domki! jakie kwiatki! jakie sklepy... jak wszystko ładne! Nie wiem czy mi się zechce potém powracać do téj naszéj zabrukanéj Warszawy.
Tym sposobem piękna Anulka zdradziła swe pochodzenie Warszawianki.
Po krótkiéj wymianie kilku frazesów, hr. Filip, czując że piérwsze te odwiédziny krótkie być były powinny, dał znak żonie, a ta, choć niechętnie dosyć, zabrała się do pożegnania.
Ferdynand z wielką skwapliwością odprowadził ślicznego gościa do powozu.
W salonie patrzyli po sobie wszyscy długo, aż Ahaswera, uderzając w ręce, śmiać się zaczęła.
— A to prawdziwie doskonałe! Zemścił się jak nie można lepiéj... Biédna kobiéta!
— Któż wié? — rzekł August — wydaje się być dotąd bardzo szczęśliwą.
Zdania i postrzeżenia były najrozmaitsze. Ferdynand, powracający z zaiskrzonemi oczyma, powtarzał ciągle tylko:
— Ależ piękna! ależ piękna!
— Beauté du diable! — przerwała Ahaswera. — Powiédz lepiéj: ależ młoda! nie wiem czy ma lat osiemnaście, a hr. Filip...