Odwrócił się. We drzwiach stał dawny niegdyś kamerdyner jego, Szymon, w nowym fraku białym krawacie, pomimo rannéj godziny.
— A ty tu co robisz? — spytał hrabia.
— Jak jaśnie pan widzi, przystałem na służbę do jaśnie hrabiego Filipa — odparł Szymon, kłaniając się do kolan Augustowi. — Bardzom szczęśliwy, iż jaśnie pana w dobrém zdrowiu widzę.
— Dawno już jesteś u hr. Filipa?
— Będzie z rok; jeszcze się o panią nie starał, gdym służbę u niego przyjął.
— Jak wasza pani z domu? — spytał August.
Szymon, w swoim rodzaju arystokrata, bo zawsze po pańskich tylko domach sługiwał, uśmiéchnął się trochę figlarnie.
— Z domu, proszę jaśnie pana, z domu? — uśmiéch się powtórzył. — No, ponoć Wątróbska — rzekł cicho.
Machnął ręką.
— Ale piękna pani co się zowie, i dobra! słowo daję!