Bardzo chłodno przyjął poetę Wiktor; na chwilę jednak pozostali z sobą.
— Ja pana gdzieś widywałem — rzekł niespokojnie Emil Maria.
— Bardzo prawdopodobnie — odezwał się Wiktor. — Włóczę się wiele, a oddawna jestem w Rzymie i wszędzie mnie pełno.
— Artysta?
— Quod Deus avertat!
— Więc cóż?
— Nic, człowiek zwichnięty, jak my wszyscy potrosze — rzekł Wiktor.
— Wszyscy, wszyscy zwichnięci?!
— Wygnańcy stają się takimi, prędzéj lub późniéj.
— Pan tak sądzi? — począł poeta, trochę zmieszany, i po małym przestanku dodał: — Pan sądzi że wygnanie zwicha? Ja owszem myślę, że gnanie i wygnanie potęguje siły, egzaltuje... Mickiewicz nigdyby się nie podniósł do takiéj wyżyny, gdyby nie ten chléb gorzki i nie te schody, o których mówi Dante....