Trzeciego dnia po wieczorze u księżny Teresy, poeta, którego chwilowo opanowała była na swój wyłączny użytek Ahaswera, w dosyć ożywionym humorze wychodząc od niéj z hotelu, trafem się zetknął z Wiktorem, który z pledem przewieszonym przez plecy, z kijem, w sławnym swym kapeluszu kalabryjskim, zdawał się znużony powracać z jakiéjś wycieczki.

Od poznania się z nim u księżny, zaniepokojony tém co słyszał o zagadkowym człowieku, Emil Marya pragnął koniecznie dotrzéć do głębi jego.

Miał jakieś przeczucie, że w nim powinien się był lękać rywala-malarza, a nawet może poety. Chciał wiedziéć z kim ma do czynienia... niepokoił go.

Pomimo więc że Wiktor, dojrzawszy Emila, pomknął dosyć żwawo, jakby go chciał uniknąć, przyśpieszywszy kroku, poeta powitał go poufale i serdecznie, zmuszając do rozmowy.

— Nie godzi się tak uciekać od kolegów — zawołał — boć kolegami jesteśmy. Próżno się tego zapiérać. Wprawdzie ja czasowo niewdzięcznego wyrzekłem się malarstwa, ale w duszy artystą być nie przestałem. Nie chcę tylko mieszać się z tym tłumem bazgraczy, co smaruje dla Anglików błazeństwa.

— Miłémby mi było i zaszczytném — odezwał się nieco ceremonialnie Wiktor — nosić nazwisko kolegi szanownego pana, ale, niestety, artystą nie jestem, poetą mnie Bóg nie stworzył, a... poetae nascuntur.

— No! no! — wpół żartobliwie podchwycił Emil, pod bok mu się cisnąc. — Mów sobie co chcesz. Dosyć na was spojrzéć, aby poznać urodzonego z Bożéj łaski artystę i męczennika, boć to na jedno wychodzi. A toż — dodał, wskazując na album w oprawie z szarego płótna, wystające z kieszeni — przecież corpus delicti!

— Szanowny wieszczu! — przerwał nieco szydersko Wiktor — widujesz codzień po ulicach Rzymu Angielki obarczone podobnemi albumami, a — do kaduka! jeżeli je wszystkie masz za artystki...

— Ba, ba! — nie odstając od Wiktora i ciągnąc z nim daléj uparcie — rzekł Emil. — Mów co chcesz. Siamo fratelli! to się czuje przez skórę, zgaduje; przeciwko temu nie pomoże wypiéranie się i przesadzona skromność.

Wiktor rozśmiał się obojętnie, z rezygnacyą.