Szanując listów tajemnicę, księżna byłaby zapewne spytała o książki, które mu humor zmieniły, lecz właśnie nadchodził gość ostatni, na którego widok pani Liza, jakby naumyślnie, rozpoczęła niezmiernie żywą, cichą rozmowę z Ahaswerą, tak że Wiktor musiał podejść bardzo blizko, nim mu odpowiedziała na powitanie.
Artysta był, jak się spodziéwać należało, ubrany starannie; nie miał już tylko owéj kamei w chustce, co księżna zaraz spostrzegła. Miejsce jéj zajmował piękny skarabeusz szmaragdowy, który niemniéj zwrócić mógł oczy.
Gospodyni skłoniła mu się bardzo poważnie, ceremonialnie, a zamieniając z nim spojrzenie, nadała swojemu wzrokowi wyraz surowy razem i wyzywający, mówiący więcéj niż chciała. Musiała to uczuć, bo się natychmiast znowu zwróciła do swéj sąsiadki.
Księżna Teresa podała przybyłemu rękę z uprzejmością, którą i za siebie i za gospodynię może wypłacić się chciała. Hrabia August zbliżył się piérwszy i również życzliwie przywitał Wiktora.
Nie mógł się on skarżyć na przyjęcie, gdyż jedna tylko gospodyni znalazła się chłodno i nazbyt milcząco, w czém ją trochę naśladowała Ahaswera. Hrabia Filip, mimo wstrętu jaki miał do człowieka, naśladując pilnie hr. Augusta, pośpieszył z wesołém pozdrowieniem. Ponieważ rozmowa zdawała się przerwaną wejściem artysty, księżna Teresa, chcąc ją zawiązać nanowo, zwróciła się do Filipa, o którym wiedziała że rad był zawsze występować na scenę i głos zabiérać.
— Wspomniałeś, hrabio, o książkach, które ci humor popsuły — rzekła. — Powiédz-że nam co o nich, jeśli to nie jest tajemnicą. Przyznam się żem wogóle książek, czyniących jakiekolwiek, złe czy dobre wrażenie, ciekawa. Od bardzo dawna mam szczęście spotykać się tylko z takiemi, które wywołują spazmatyczne ziéwanie, nic więcéj.
Hrabia Filip, powołany, wystąpił kilka kroków naprzód.
— Źlem się wyraził — rzekł. — Książki te; które mi z kraju nadesłano, dlatego tylko może chwilowo mnie zasępiły, poruszyły, że nielitościwie amputują organiczne części przekonań, z któremi urosłem, które sobie przyswoiłem. Przy każdéj takiéj amputacyi cierpi pacyent, ale często ona mu życie ocala.
— Bądź-że łaskaw, mów jaśniéj, o co to idzie? — zapytał, przysuwając się, hrabia August.
Filip oglądał się, uśmiéchnięty tryumfująco.