A ulubieniec Augusta.
Król się szczerze rozśmiał, ruszył ramionami i zawołał:
— O! niepoczciwy! niepoczciwy! Ale czyż nic a nic nie pamiętasz jenerale nad tę li jedną zagadkę?
— Klnę się W. K. Mości, żem ze złości wszystkiego zapomniał — a potem, było tam czego słuchać, jedne lepsze nad drugie, rejestr aptekarski!
Król się zamyślił.
— A nie wiesz, nie ma tam śladu tych gwiazdziarzy?
— Ani słychu Najjaśn. Panie, całe miasto przetrzęsione, jednych w niem jasełek prócz u księży Bernardynów i Kapucynów w korytarzach, nie znaleźć — jak w wodę wpadli. Rzecz widocznie przez klubistów była ułożona, dla podania na pośmiewisko pospólstwa najwierniejszych sług W. K. Mości.
— Mości Ordyński, odwrócił się król, nie wiele ja się widzę od WPana dowiem, alem też chciał cię prosić, żebyś o tem nie rozpowiadał, ponieważ, jak sądzę, rzecz ubito zaraz z początku, niech ją milczenie i zapomnienie pokryje.
— Darmo bo to już milczeć — odezwał się stary dworak z miną zafrasowaną — buchnęło to słyszę po całem mieście jak z armaty, a wierszyki nawet chodzą już po rękach. Ci co je stworzyli sami roznieśli.
Król się bardzo jakoś zasępił, a że mu jednak mimo frasunku pilno być musiało do Zugh’a, Le Brun’a i Bacciarellego, właśnie w chwili gdy mu oznajmywano kilku panów senatorów, których do innego dnia odesłał, spiesznie się zwrócił żegnając swych gości, do ulubionego zajęcia.