Rozmowa toczyła się ciągle po francuzku, a przytomna jej żona posła pruskiego pani Luccesini, piękna Włoszka z czarnemi ognistemi oczyma, słynąca z zalotności, której obojętność męża swobodne i rozległe dawała pole, słuchała z innemi z podbudzoną ciekawością. Gdy książę Nestor skończył, śmiało odezwała się prosząc go, żeby jej tę osobliwość przyprowadził i zaprezentował.
Nikt się nie dziwił temu, nikt się nie uśmiechnął, kilka innych pań goniących resztkami piękności lub pięknych jeszcze, mimo że wcześnie z wdziękami swemi na świat wybiegły, chórem powtórzyły tę prośbę do księcia za posłową.
— Ale prawdziwie — śmiejąc się odparł piękny jenerał — mógłbym mu pozazdrościć tylu ciekawości i takiego szczęścia.
— Rzeczywiście — dodała Lucchesini — przypominam sobie, żem go gdzieś już widziała, bardzo to ładny dzieciak.
— Czy piękniejszym go pani znajduje — szepnął na ucho posłowej książe — nawet od młodego Ursyna (Oursino).
(Wieść już wtenczas dawała pani Lucchesini znajomego pod tym przydomkiem w świecie, autora Powrotu posła).
Włoszka podniosła oczy niezaćmione, jasne, śmiałe na pytającego, i dodała jakby nierozumiejąc:
— Któż to jest Ursyno?
— Poseł inflantski.
— Kub...? — śmiejąc się podrzuciła.