— Panie Michale! co to panu? zawołała.
— Co mi? rzekł opierając się o ścianę podczaszyc — który nóg nie czuł pod sobą i był jak w gorączce — co mi? Zabiłem człowieka! muszę się kryć! ratujcie mnie!
Sieniński ręce załamał, Kasper pobladł, Anna ujrzawszy krew, cofnęła się przerażona.
— Zabójca, zabójca — on zabójca! możeż to być o Boże!
— Ale kogoż zabiłeś pan? co się stało? zapytał ciągnąc go za suknie gospodarz.
— Posła Rybińskiego.
— Gdzie? w Jeziornej, w pojedynku?
— Nie — tu na ulicy.
Bracia spojrzeli na siebie z przestrachem, a pan Kasper odstąpił krok od przybyłego.
— Jak się to stało? jak się to stać mogło? spytał łamiąc ręce stary Sieniński.