— „Antypatyczny bystrego lotu i wysokiego humoru orzeł, gdy się nad niebotycznym Karpatem unosi, wybujawszy nad złotolite perłorodnego Olimpu bisiory, twarz w twarz, oko w oko, niezmrużoną źrenicą zagląda Tytanowi, a potem skierowawszy ją do purpurowego zodjaku, ślicznych i licznych gwiazd nieporuszonemu przypatruje się obrotowi. Skoro jednak myśliwskiej trąby rezon ciekawym zachwyci uchem, leci jak szalony do znajomej sobie myśliwskiej ręki. Tak właśnie bystrolotny zapęd rozbujanych afektów JMpana Michała Alfiera mego wielce miłościwego pana, gdy od jednej do drugiej przelatywał piękności, ani w słońcu, ani w gwiazdach nie znalazł wypieszczonych wdzięków, ile ich upatruje w liliowej twarzy...
— A pfe! — syknął jenerał.
— Co pan masz przeciw twarzy liliowej? — spytał orator.
— Że gdyby była liliowa, nie byłby do niej pan podczaszyc tak przylgnął — rzekł jenerał — ale proszę kontynuować.
Śmiech trochę przerwał mowę, ale orator począł dalej.
— W liliowej twarzy, w koralowych wargach, w srebrnolitych oczach...
Jenerał znowu zaprotestował.
— Patrz-że pan w oczy nie w sufit, to w nich srebra nie znajdziesz.
— Cóżem ja winien że tak w tekscie stoi.
— Poprawuj pan tekst...