Partja przeciwna przygotowanej uchwale, która miasta i mieszczan do praw obywatelstwa przywołać miała, sądząc fałszywie że uszlachcenie tych których za głowy mieszczańskiego ruchu miano, odejmie temu stronnictwu siłę, szafowała przywilejami. Tak otrzymali na ówczas nobilitacje i indygenaty: Tepper, Schulz, Blank, Cabre, Arendt, Kapostas i mnóstwo innych.
Mógł obok nich stanąć ze swoim tytułem i pargaminami świeżemi i pan de Cerulli.
Lebiedziński widział trudności zadania, ale jak każdy przywykły zwyciężać, podbudzał się jeszcze przeszkodami, które go jątrzyły. Przyjechał, dobrze się w drodze namyśliwszy, i wszedł do Cerullego udając doskonale człowieka tak zmęczonego, zbitego, utrapionego, a tak potulnego i maluczkiego, że Włoch popatrzywszy na sławnego jurystę, kazawszy mu naprzód wina dać na orzeźwienie, był już pewien że go od razu połknie.
Jurysta dziękował, kłaniał się i ogromnie wzdychał.
— Mówmy-no o interesach — rzekł Włoch nie spuszczając go z oka i podsuwając mu akt — co pan na to?
Prawnik spojrzał, przeczytał, wąsa podniósł, rozśmiał się jakby z radości, ręce zatarł i rzekł:
— Chwała Bogu że tak jest!
— Jakiż tam stan majątku?
— Może pan nie zechcesz wierzyć gdy mu powiem, ale spójrz pan na mnie com z Warszawy wyjechał zdrów, wesół i rzeźwy, a pomiarkujesz że to co mnie tak złamało, lada czem być nie może.
Cerulli zamilczał.