— Co to jest, dokąd mnie pan prowadzisz — zapytała nagle się zastanawiając — wieź mnie pan do ojca! gdzie jestem?
— Odpocznij u mnie chwilę Anusiu — rzekł podczaszyc — pojedziem zaraz do ojca!
— Pojedziem! odpoczywać! kiedy on tam siwy włos rwie sobie z głowy — zawołała dziewczyna — co ci się stało panie Michale? — cofnęła się — natychmiast! natychmiast!!
Podczaszyc umilkł zawstydzony, chciał konie zawrócić, ale ich już nie było, odjechał niemi Włoch.
— Poszlemy po inny powóz — rzekł smutnie — ten odszedł... tymczasem zajdź do mnie.
— Nigdzie! ani na chwilę, tylko do ojca — stanowczo odpowiedziała Anusia, której charakter powracał z przytomnością.
— Chodźmy pieszo!
Frejer i służba stali w milczeniu.
— Po powóz i konie! hej prędzej! — rzekł dosyć niechętnie Ordyński.
Anusia sparła się o mur i milcząca pozostała z głową zwieszoną, załzawionemi oczyma... Stali tak długą chwilę słowa nie mówiąc do siebie, Anna tylko niecierpliwiła się coraz bardziej nieprzybywającemi końmi, nareszcie sługa powrócił oznajmując, że dla spóźnionej pory fiakra nigdzie znaleźć nie mógł.