— A daj mi pokój! ty ze swoim musisz kolei czekać (wiedziała komu to mówiła).
Podkomorzy obrócił się na nodze i syknął.
— A idź do djabła z poczekaniem! oto mi słowo!
Madame śmiejąc się z trafności swojej rzuciła się na kanapę.
— No mów — nie mam czasu, krótko a węzłowato.
— Naprzód słowo że się podejmiesz.
— Zobaczę.
— Tu nie ma zobaczę — potrzeba, musisz i kwita. Dam co zechcesz a zrobisz co powiem.
— Dam co zechcesz! — powtórzyła ruszając ramionami. — Jaki mi pan! no! gadaj!
W tem spojrzała jakby dla zobaczenia godziny na kameryzowany zegareczek wiszący u pasa, śliczne caceczko.