— Do djabła! — rzekł do gospodarza — jeśli sobie z nią dasz radę, to powiem żeś gracz!

— Alboż co? — spytał podczaszyc niespokojny.

— Ba! posłuchaj księcia Nestora co ci o niej powie! że ładna, to prawda, buziaczek prześliczny, taka bestja że mnie nie raz starego zelektryzowała, ażem sobie pomyślał że dla niej by warto maleńkie głupstwo zrobić — ba! ale z wężem co się z dłoni wyślizga, łacniej byś sobie dał radę niż z nią!!

— Ale jakąż ma wadę! jaki grzech?

— Wszystkie ile jest powszechnych i głównych, pospolitych i nadzwyczajnych!

Cofnął się podczaszyc.

— Zazdrościsz mi — zawołał — i straszysz!

— Na ten raz że nie zazdroszczę ci to pewna, przekonasz się rychło. To się nazywa złapał kozak Tatarzyna. Myślałeś żeś sobie skarb kupił, a tu cię tak wystroili, że tylko biedy napytasz. Wiesz o babie przysłowie co nie miała kłopotu.

— Pleciesz jenerale.

— Niech i plotę, nalej wina, wiwat piękna Julja, sileat invidia!