Cavaliere dziwnie się skrzywił.
— Wiem! wiem! maleńka kłótnia miłośna! burza po której wam jaśniej zabłyśnie pojednania pogoda. Pan sobie pozwolił jakiejś rannej wycieczki, pani wyszpiegowała niewierność.
Podczaszyc ruszył ramionami.
— Pewnie to było znów rendez-vous z piękną Anusią:
Et l’on revient toujours
A ses premières amours!
zaśpiewał fałszywie.
— Jakie rendez-vous! co ci w głowie! zeszliśmy się przypadkiem w ulicy, przemówiłem słów kilka.
— Ba! ba! znamy to! znamy! Anusi bardzo ładnie w żałobie — dodał cavaliere — podwójnie ładnie, bo i posażek się znalazł co jeszcze jej wdzięki podnosi! Dziś, jutro czerń ta zamieni się może na białą ślubną zasłonę; ma słyszę z pół miliona po stryju i ojcu!
— Tem lepiej! wyswataj-że jej kogo!