— A! a! coś mi się dziś chce samemu dla rozmaitości pociągnąć! za pozwoleniem, ja bankieruję!
Wziął talię z rąk swego pomocnika, stanął zakasawszy rękawy i w milczeniu poczęło się ciągnienie. Podczaszyc od razu postawił grubo, a pierwsze trzy jego stawki nielitościwie grabki do banku ściągnęły... Za czwartą podwoił stawkę i przegrał znowu.
— Ej ostrożnie podczaszycu, szepnął Fotofero — bo przeczuwam żeś się jeszcze zgrać gotów!
Na to nie było słowa odpowiedzi.
— Pożycz mi pieniędzy! odezwał się po chwili.
— Ja grosza nie mam — rzekł cavaliere, i nie dałbym gdybym miał, ale ten łotr de Cerulli gotów ci kredytować wiele zechcesz.
Podczaszyc przechylił się ku bankierowi.
— Możesz mi kredytować? spytał.
— Wiele ci się podoba, kłaniając się odpowiedział bankier, z obu stron pochwycili kredkę.
Ordyński pięćset czerwonych złotych postawił na kartę.