— Pan mi trzymasz?

— Do ostatka, póki zechcesz!

— A więc do ostatka, śmiejąc się głośno i chwytając szklankę pełną, którą duszkiem wypróżnił, zawołał podczaszyc — do ostatka!!

— Trzymasz pan dziesięć tysięcy dukatów?

— Na Boga! co robisz! zakrzyczał jenerał, oszalałeś!

— Oszaleję dopiero gdy przegram — rzekł sucho podczaszyc — no — bankierze!

— Nie trzymaj! zawołali inni, nie trzymaj!

— Słowo się rzekło, szepnął de Cerulli, słowo święte, trzymać muszę.

Podczaszyc wysunął kartę zakrytą, ale na ten raz nie długo się męczył, bo w pierwszym pociągu soniko ubitą została — zbladł, zadrżał, ale zaśmiał się Ordyński.

— Ha! — rzekł, jeszcze raz odrabiam się!