Karta mignęła — przegraną, wszyscy spojrzeli na niego, on jeszcze stał i niedojrzawszy jej oczekiwał... Oślepł był z wpatrzenia się, nie widział nic, nikt też nie rzekł słowa, przegrał as drugi, podobnież — nareszcie jakby przebudzony ruszył się, obejrzał.
— A co? — spytał, przegrałem.
Nikt nie odpowiedział.
— Wszakżem przegrał?
— Tak jest — rzekł de Cerulli — i od dawna — to mówiąc wskazał w kartach asa.
— Musiałem bo przegrać — odparł podczaszyc obojętnie — słówko panie de Cerulli — rzekł szukając kapelusza — chodźmy do gabinetu, poszlij pan po rejenta, po świadków, uregulujmy ten interes.
— Ale cóż pilnego?
— Nadzwyczaj mi pilno, ja chwili czasu nie mam.
— Do jutra kochany podczaszycu.
— Nie mam jutra, kochany de Cerulli! Posyłaj pan po rejenta, bo będziesz miał kłopot.