Frascatella spojrzała w oczy jenerałowi i parsknęła zimnym śmiechem.
— O! wiem — rzekła — że myślicie, żebym się dawno powinna dla przyjemności waszej zaprzedać i zgubić! Radzibyście temu byli, ale nie znacie jeszcze stworzenia tego, które zowiecie Frascatellą! Jest coś co mnie w tym waszym błocie trzyma niezwalaną na dnie serca do którego żaden z was się nie dostanie.
W tem oko jej w którem igrały zielone i złotawe blaski fali morskiej, padło na podczaszyca zdając się mówić do niego:
— Ty jeden zajrzałbyś może w to serce... gdybyś chciał, gdybyś umiał!
Podczaszyc zmięszał się, a jenerał rozśmiał:
— Możeś ty tylko wielki filut — rzekł grożąc — ale jeżeli z ciebie tak doskonała aktorka, tośmy ci wszyscy winni ogromne brawo! I poklasnął w szerokie dłonie.
— Nie zasłużyłam na tę obelgę — spuszczając głowę chmurno, odpowiedziała Frascatella, bawiąc się ze swoim sztylecikiem — znacie moje życie całe. Komedją w niem jest tylko wesołość.
— Coś bo przechodzisz w dramat Diderot’a — niechętnie mruknął książę — porzućmy to.
— Porzućmy — przerwał Baucher — nie po westchnieniaśmy tu przyszli, każ dawać lepiej wieczerzę i kieliszki, bośmy głodni, a czarne myśli idą z pustego żołądka.
Frascatella wybiegła na chwilę, jenerał szepnął podczaszycowi.