Podał podczaszycowi rękę do ucałowania, uśmiechnął się łaskawiej i zapytał go dość obojętnie:
— Cóżeście to tam wczoraj z jenerałem za osobliwsze mieli widowisko? Prawda to, że w niem nikogo nie oszczędzano?
Ordyński, który wstręt miał do delacji wszelkiej, dość lakonicznie odpowiedział:
— Przypadek chciał Najjśn. Panie, żeśmy trafili na jasełka jakieś z panem jenerałem, z powodu zepsucia się powozu. O ile mi szum, krzyk gawiedzi i nie dość dobra pamięć dozwoliły schwycić to przedstawienie, przypominam sobie, że występowały tam głównie figury biskupów, dygnitarzy, posłów, kilku kobiet...
— Któż z kobiet? spytał ciekawie król, w oczy pilnie patrząc podczaszycowi.
— Pani hetmanowa Ogińska, księżna wojewodzicowa Mścisławska, księżna jenerałowa Podolska.
— A z familji mojej kto więcej? marszcząc się frasobliwie rzekł Stanisław August.
— Książę prymas tylko i książę Stanisław.
— Hm! hm! przerwał król — jak się też WMości zdaje, kto może być autorem tego niecnego paszkwilu?
— Zbyt krótko jestem w Warszawie, zbyt mało ją jeszcze znam, żebym o tem śmiał nawet jakkolwiek sądzić, szybko odpowiedział podczaszyc — a jenerał podchwycił: