Wtem zapukano do bramy.
— To musi być mój ojciec — zawołała Anna — potrzeba mu biedz otworzyć.
Hołodryga też śpiący tylko jednem okiem, wypadł z budy, klnąc niezrozumiale, nie mogąc pojąć co się dziś w spokojnym domku stało, i pytając — kto tam? kto tam?
— Wywołajcie mi do wrót tego pana, który tu nie dawno przyszedł! — odezwał się głos jakiś.
Ale Hołodryga łajał i klął nie myśląc słuchać, gdy Anna przypadła do furtki.
— Niema tu żadnego pana — odpowiedziała poznając po głosie obcego — dajcie nam pokój!
— Czyj to dworek, Sienińskich, a więc musi być u was Ordyński.
— Nie wiemy o żadnym, obcych tu nie ma, idźcie z Bogiem, snu nam nie przerywając.
— Proszę mi podczaszyca wywołać — powtórzył głos — to nie są żarty, ja się z nim widzieć muszę, powiedźcie mu, że przyszedł do niego ten, który go prowadził na Nowolipie...
Chociaż głos nieznajomego bardzo przykro brzmiał w uszach Anny, poszła jednak z poselstwem do podczaszyca, który domyśliwszy się cavaliera, pobiegł do wrót.