Podczaszyc wielkiemi krokami przechodził się po izbie poglądając na Anusię.
— Bywa u was kto? — zapytał.
— U nas tak jak nikt.
— Ale przecież macie znajomych?
— Kilku mieszczan i kupców do pana Kaspra przychodzą.
— A z kobiet?
— Nikogo.
— Będę tu bezpiecznym?
— Nie wiem gdzie lepiej ukryć by się można — żywo zawołała Anusia — jest pokoik na boku, a o zamieszkującym go żywa dusza prócz nas wiedzieć nie będzie. Wprawdzie nie tak tu wygodnie jak w Głuszy — i smutno! trochę czuć więzienie, a wzrok kraty rozcinają, ale cicho i bezpiecznie.
Znowu zastukano do drzwi, a w chwilę potem wszedł smutny i zamyślony stary Sieniński. Z twarzy już jego widać było że złe przynosił wiadomości, otarł pot z czoła zmarszczonego.