— Ale tak jest, darmoby nie wierzyć.
— Wojewodzina! ona nim gardziła, ona się śmiała ze mną z jego głupstwa!
— Głupi być mógł, ale to inny interes! przystojny chłopiec! Tak jest! podczaszycu — tak jest!
— A inne panie nasze?
— Teraz kto żyw za Rybińskim bo ranny.
Podczaszyc z gniewem zaciął usta.
— Nikt nawet nie spytał o mnie?
— Jedna starościna i to po cichu — ale tej teraz nowy amant pilnuje djabelnie, a o Frascatelli wiesz przecie?
— Chora?
— Umarła dzisiaj — rzekł Baucher spokojnie — i lepiej zrobiła — dobre to było stworzenie, ale nie na swojem miejscu, jej trzeba było pójść do klasztoru, nie do teatru.