— Co się dzieje z podskarbim?
— A cóż! sądzą go i odsądzą od wszystkiego.
— A hetman?
— Hetman go sądzi, robi co może mimo wrzasku... pokoju nie mając na chwilę. Król między młotem a kowadłem. Mijają złote czasy, którycheśmy używali, głowa pęka od zajęcia i strachu. Dziś wielki wieczór u posła, chybić nie można, śpieszyć muszę.
Zerwał się znowu.
— Wcześnie jeszcze jenerale, chwilę, chwilę, pociesz mnie trochę.
— Przyznam ci się podczaszycu, że dalipan zamiast cię pocieszyć, jeszczebym sam tu gotów się rozstękać, tak u ciebie na więzienie zakrawa. Ja jestem sybaryta, gdy mnie nie otacza zbytek i dostatek, tracę siłę... na nic się nie zdałem. Bądź zdrów, a na ucho dodał: Widzę że i tuś sobie obmyślił lekarstwo od nudów, najrzałem ładną twarzyczkę. Dobrze pomyślano; zawsze to dystrakcja.
Podczaszyc się zarumienił i prawie rozgniewał.
— To tak jak siostra moja — zawołał porywczo — wychowana ze mną i święte dla mnie dziecię.
— Och! och! zazdrośnik — rozśmiał się stary — zazdrośny! wstydź się! dalipan zawcześnie, jeszcześ przecie nie łysy — dobra noc.