— Ja nie mogę się ztąd oddalić! — rzekł po rozmyśle stanowczo.
— Dla czego?
— Nie chcę się tłumaczyć.
— Chybabyś pan chciał zerwać całkiem stosunki z przyjacielem i obrazić go śmiertelnie? — rzekł cavaliere z przekąsem.
Podczaszyc spojrzał nań z góry, twarz ta znowu wydała mu się straszliwie poczwarną.
— Wybacz pan — rzekł dumnie trochę z pańskim ukłonem — ale ja woli mojej za żadną przyjaźń nie sprzedam.
— A zatem zostań pan tu — zawołał gość — zostań, ale jeśli cię tu odkryją i złapią, ja umywam ręce.
Ordyński zastanowił się i zadrżał — co tu było począć?
— Do jutra — rzekł.
— Jutro być może za późno.