— Dzięki Bogu — rzekł Dudycz.
— Patrzajże, daj pokój Włoszce, aby cię za drugim razem dalej jeszcze nie zesłano.
Petrek chudego wąsa pokręcił.
— Wybili ci ją z głowy? — zapytała Zamechska.
— Nie — stanowczo odparł Dudycz.
Ochmistrzyni się przeżegnała.
— Trwasz przy swojem? — zawołała zdziwiona.
Kiwnął głową Petrek.
— Cóż myślisz?
— To się okaże — rzekł po namyśle stary, przybierając oblicze zagadkowe — o jedno proszę miłość waszą, raczcie mi zachować łaskę swą.