— Bo też na swobodną gawędę nie pora — odparła ochmistrzyni kwaśno. — Daj mi pokój.
— Chwileczkę! — błagał Dudycz ścigając ją do jej mieszkania.
— Czegoż chcesz?
— Czyż się pani moja nie domyślasz? — zawołał rozmiłowany — słodko jest choć pomówić o niej!
Weszli do komnaty ochmistrzyni, która szydersko się rozśmiała.
— Co ci w głowie? Wybijże to sobie — rzekła — przekonać się mogłeś przecie, że ona ani na ciebie chce patrzeć!
— A ja czekam aż się zmiłuje — dodał Dudycz — i właśnie myślę, że czas na trzeci podarek, który dwa poprzedzające zakasuje.
— I po nim królowa cię znowu pośle do Kmity — rozśmiała się ochmistrzyni.
— Nie, teraz już nie — rzekł wesoło Dudycz. — Zmieniło się położenie.
Ochmistrzyni litościwie na niego spojrzała.