Drogi klejnot do noszenia na szyi z dyamentów i rubinów, odznaczał się perłą ogromną, gruszeczką na hiszpańskim łańcuszku.
Były to zaprawdę piękne klejnoty, lecz drobne ich po większej części kamyki, wysokiej wartości nie miały. Wydawały się jednak wspaniale.
Królowa Izabella węgierska złożyła u stóp synowicy cesarza cztery roztruchany pozłacane roboty Niemców siedmiogrodzkich, łańcuch szmelcowany i kilka drobiazgów innych.
Od siebie Jerzy Brandeburgski, mąż Jadwigi, córki starego króla, Ludwik Palatyn, Otto Henryk, książę Palatyn Neuburgski i kilku innych książąt niemieckich, a naostatek i Piotr wojewoda multański, każdy przez posła osobnego składali w ofierze po większej części srebra kunsztownie trybowane i złocone.
Z miast królestwa celowały Kraków z trzema roztruchanami złoconemi, pięknej roboty, z których jeden z herbem miasta i Gdańsk z misternem naczyniem podobnem, na którem Judyth wyrażoną była. Elżbieta wcale do niej nie wydawała się podobną.
Żydzi także nieśli roztruchan złocony.
Mijamy wiele pomniejszych podarków.
Gdy po królu starym w początku zaraz kolej się zdawała przychodzić na Bonę, zatrzymał się na chwilę margrabia Brandeburgski z podarkiem cesarza. Zygmunt obejrzał się niespokojnie. Bona siedziała z zaciśniętemi wargami, z wyrazem ironii na twarzy, nie patrząc ani na synowę, ani na męża, zimna, obojętna.
W istocie od niej nie było podarku żadnego, nic.
Uderzyło to wszystkich, szczególniej może posłów cesarza i tych co z Elżbietą przybyli.