— Widzisz — rzekła — wszyscy jej dziś przynosili podarki, ja nie dałam nic, umyślnie! a tobie, dziecko moje, którą serce syna mego wybrało, zawieszam na piersi ten stary mój panieński klejnot, który August zna dobrze. Możesz się w niego przystroić. Ale męztwa Dżemmo! męztwa. Łzy nie pomogą, bo nikt się nie ulituje nad nami... trzeba walczyć zuchwale... w Auguście znajdziemy sprzymierzeńca. Ja cię nie opuszczę.
Dżemma całowała, płacząc, ręce królowej.
— Oczu sobie nie wypłakuj, serca nie psuj... to chorowite dziecko oddamy doktorom; nie ma obawy aby się w niej August rozkochał.
Poszeptawszy jeszcze na ucho Dżemmie, Bona pogłaskała ją po twarzy, po głowie, obejrzała się dokoła i wyszła, a mniszka Maryna w milczeniu, cicho stąpając, odprowadziła ją do sypialni.
Dniało, ale wiosenne niebo całe powleczone było gęstemi chmury szaremi, które leniwo, powoli zdawały się z boku na bok obracać. Na wschodzie, tam gdzie słońce ukazać się miało, z za oparów różowy, słaby blask przyświecał czasami i sine chmury przysłaniały go natychmiast.
Nad rankiem dopiero w mieście i na zamku sen zmorzył nawet najzawziętszych opojów i kosterów, którzy korzystali z wesela, aby się upoić i oszaleć. Wśród ciszy tej ledwie szmer jakiś z lekkim jak westchnienie wiatrem przebiegał powietrze.
W sypialni młodych królestwa otwarły się zcicha drzwi i kroki ostrożnemi wyszedł ktoś z niej. Lampka dopalała się zdala, za zasłoną łoża drganie jej zdradzało życie.
Łoże stało na pół opróżnione, a z drugiej strony jego siedziała, z rękami na piersiach złożonemi, z włosami rozpuszczonemi, młoda królowa zadumana.
Była sama. Uśmiechniętego owego dziewczęcia, które tak wdzięcznie przyjmowało dary i powinszowania, trudno było poznać w tej twarzyczce smutnej i głęboko zadumanej, jakby nagle czarodziejskiej różdżki dotknięciem dojrzałej. Oczy jej patrzały przed się nieruchomie w mrok komnaty, ale nic nie widziały, nie dostrzegły nawet na palcach, po cichu, ostrożnie zbliżającej się Hölzelinownej, która uchyliwszy kotary, szukała dziecka swego macierzyńskiemi, niespokojnemi oczyma.