— A! ja się na tem nie znam tak jak wy — odparła ochmistrzyni — ale i mnie się zdawało, że to klejnot godzien królowej.
— I zapewne należy też do najjaśniejszej pani — przerwała Dżemma.
Zamechska głową potrząsnęła.
— A czyjeż to jest? — spytała ciekawie.
Uśmiech jakiś niewytłómaczony dla Włoszki, przebiegł po szerokich wargach Zamechskiej.
— To moja tajemnica — rzekła — ale że u mnie nie ma gdzie nawet schować tak drogich rzeczy, tymczasem zostawię spinkę u ciebie. Będziesz mogła przypatrzeć się jej i nacieszyć.
Wejrzenia ich spotkały się, podziwienie odmalowało na twarzyczce Dżemmy. — Milczała.
— Co to ma znaczyć? — zapytała.
Namyślała się Zamechska z odpowiedzią dość długo.
— Hm — rzekła — toby mogło znaczyć, że ktoś się w tobie kocha gorąco, szalenie i radby bóstwo swoje przystroił, ale się lęka przystąpić do niego.