Sama niewiedząc co czynić, to się zrywała jechać, goniąc Bonę do Piotrkowa lub Warszawy, to namyśliwszy się potem, gońca wyprawić do niej.
Ale kogo? List nie mógł wypowiedzieć wszystkiego. Dudycz, który jej przyszedł na myśl, nie był zdatny do sprawienia poselstwa, zaczęła prosić o to Bianki.
Włoszka sama jedna obawiała się podróżować.
Cały dzień następny strawiły na naradach, do których stara Włoszka też wezwaną została. Ale, ani ona, ani Bianka nie chciały się puścić w tę podróż i narazić na pierwszy wybuch gniewu starej królowej.
Stanęło więc na tem, iż Dudycz z listem miał jechać.
Bianka poszła mu oznajmić o tem, nie rozszerzając się nad treścią listów, które miał do rąk oddać królowej.
Rozkaz pani swej, posłuszny dotąd Petrek, przyjął zimno.
— Nie pojadę — rzekł krótko. — Dosyć już wam zadarmo się wysługuję, żebym miał stare kości tłuc po drogach dla jejmościnej fantazyi. Niechaj śle kogo chce, ja się nie ruszę.
Niespodziany opór, którego Bianka przełamać nie mogła, zdziwił Dżemmę — pierwszy raz śmiał się jej niewolnik przeciwić.
Lecz teraz, nawet jego oszczędzać było potrzeba, bo gdyby i on opuścił?