Nie było zgody, przerwała się rozmowa bez żadnego skutku.
Bona miała tysiące argumentów na to, ażeby syna osobno odprawić, a Elżbietę mieli starzy królestwo zabrać z sobą.
Zrana, nim Bona z nowemi naleganiami przyszła, król o tem mówił z Maciejowskim. Biskup głosował naturalnie za tem, ażeby małżeństwa nie rozdzielać.
Bona wcześniej niż zwykle wcisnęła się do małżonka, który czuł się więcej cierpiącym niż zwykle.
Pozostawiono ich samych z sobą.
Długo trwała sprzeczka, nalegania, spór, których do sąsiednich komnat pojedyńcze tylko głosy i wyrazy dolatywały.
Naprzemiany to głos starego króla, to piskliwe krzyki Włoszki górowały.
Dworzanie, którzy w antykamerze stali, z doświadczenia wnioskowali zawczasu.
— Królowa długo siedzi, postawi na swojem. Znak to pewny. Chceli król się jej oprzeć, rychło pozbyć musi. Im dłużej trwa, tem pewniej wygra.
Stało się tak w istocie.