Bianka wiedziała o niej. Polecono jej przyjaciółkę z nią oswoić.

Wbiegła wesoło.

— Cóż ty się we łzach tak kąpiesz — zawołała — gdy właśnie wszystko się jak najlepiej składa!

— Co? jak?

— Wyjdziesz za mąż, będziesz panią swej woli! pojedziesz za królem, usta zamkniesz ludziom!

Zbliżającą się ku sobie, Dżemma odepchnęła zlekka.

— To okropne! — zawołała.

— Mój Boże! cóż w tem tak strasznego? — szczebiocząc i około Dżemmy biegając, poczęła Bianka. — Mąż ten przyszły na wszystko się zgodzi! Rachuje na łaski króla, da ci swobodę zupełną. Alboż to raz się tak ludzkim plotkom zapobiegało? to rzecz nie nowa!

— Bianko — krzyknęła odsłaniając twarz Dżemma — dla mnie, dla mnie jest ona nową i niespodziewaną, nie przewidywałam tego nigdy. Nie dosyć, że jemu narzucono żonę, mnie tak samo chcą narzucić męża.

Bianka śmiać się zaczęła.