Sekretarz dotrzymywał mi bardzo grzecznie towarzystwa, usiłując wybadać z czem przychodziłem, i co mam mówić królowej. Zbyłem go żartobliwie.
Skończył się obiad, widziałem jak stara odprawiła młodego króla, jak kazano ustąpić wszystkiemu dworowi.
Dwie tylko starsze jejmoście ze dworu Bony pozostały przy niej. Ona z Elżbietą ukazały się na galeryi i stara dała mi znak abym szedł za niemi.
Gdyśmy na pokoje królowej przyszli, młoda pani usunęła się, zapewne z rozkazu Bony w głąb, zostałem tak jak sam na sam ze starą.
Z największą pokorą, pomimo że twarz jej gniew i pogardę wyrażała, przykląkłem przed nią.
— Mów! czego chcesz odemnie? - poczęła głosem, w którym złość wrzała.
— Wiadomo W. K. Mości, iż przychodzę w sprawie młodej królowej, z polecenia rodziców!
— Cóż się to dzieje tej młodej królowej, że takiej opieki potrzebuje — poczęła z ironią. — Widzisz ją przecie, zdrowa, wesoła, krzywda się jej żadna nie dzieje!
— Królowa młoda — rzekłem — nadto jest bogobojnie, skromnie i miłościwie wychowaną, aby się uskarżała na to co cierpi; znosi ona, ale cały świat wie, że pożycie młodych małżonków nie takie jest jakiem być powinno.
Bona jaszczurczem okiem rzuciła na mnie.