— Ale ja mojego poselstwa zaledwie cząstkę spełniłem — odparł nizko się kłaniając Marsupin. — Choćbym miał podrażnić, nie ustąpię aż się z królową Elżbietą rozmówię i powiem jej co mi nakazano, aż królowi wręczę list, no i królowej też Bonie.

— Lecz wiecie jak dla was usposobiona jest? — odparł biskup.

— Wiem i mam tego dowody — rzekł zimno Marsupin — ale to mnie od spełnienia obowiązku nie powstrzyma. Nie ruszę się ztąd, aż mi miłość wasza wyjedna posłuchania.

Biskup westchnął.

— Nie wiem — rzekł — czy to dobra polityka z waszej strony, że Bonę zagniewaną przywodzicie do ostateczności.

— Ustąpić nie mogę — odparł Marsupin. — Com zamierzył, dokonać muszę. Mam za sobą króla rzymskiego i cesarza, a pogróżek się nie obawiam.

Biskup spojrzał nań błagająco.

— Żal mi was, są tysiączne sposoby pozbycia się dokuczliwego człowieka, bez ściągnienia za to odpowiedzialności. Miarkujecie...

— Ważyłem już — zimno odezwał się Marsupin — o jedno proszę, abyście mi waszej opieki nie odmawiali.

— O ile ona starczy! — westchnął Maciejowski.