— Hm — rzekła — toby mogło znaczyć, że ktoś się w tobie kocha gorąco, szalenie i radby bóstwo swoje przystroił, ale się lęka przystąpić do niego.
Dżemma natychmiast pochwyciła pudełko, zamknęła je i milcząc położyła na rękach ochmistrzyni.
— Ja podarków nie przyjmuję — rzekła sucho.
— Nawet gdy za nie dziękować nie trzeba? — dodała uśmiechając się Zamechska — możesz nawet nie pytać kto ci to przesyła.
— Nie jestem ciekawa — odezwała się Dżemma.
Pudełeczko leżało zamknięte, stara jejmość otworzyła je znowu, wyjęła spinkę i podnosząc ją w palcach przeciwko światłu, całą jej piękność starała się ukazać. Zwolna oczy Dżemmy spuszczone, zwróciły się na prześliczne cacko i spoczęły na niem długo.
— Bądź co bądź — mówiła Zamechska składając nazad spinkę na atlasowe posłanie — będę cię prosiła, piękna Dżemmo, abym spinkę mogła przynajmniej zostawić u ciebie. U mnie tyle się ciekawych dziewcząt kręci, a ja tak zapominam zamykać, otwieram tak często...
Dżemma nie mówiła nic, ale usta się jej skrzywiły dumnie.
— Królewski podarek — szepnęła ochmistrzyni, i wstawszy z krzesła położyła pudełko na stole obok różańca.
Oczy Włoszki szły za nią, nie zaprotestowała przeciwko temu. Starej zdawało się, że o ile mogła i umiała, spełniła co jej zlecono. Nie obiecywała więcej. Klejnot miał w rękach Dżemmy pozostać i czarowna jego siła powoli działać na kobietę, dla której był przeznaczony.