Zamechska stanęła osłupiała i zamyślona.

— Jak ten człowiek ją kocha! — myślała sobie.

Dudycz uśmiechał się.

— A co? — rzekł — albo dar nie wart królowej? Niech się nim zabawi, ja nic za niego nie chcę, nic... nawet żeby na mnie spojrzała; niechaj tylko wie, żem uparty...

— Ale do czegóż ci to — rzekła zafrasowana Zamechska — kiedy tem sobie serca nie pozyskasz?

— Co w. miłości szkodzi, że się głupi człek durzy? — odparł pokornie Dudycz. — Byle przyjęła, byle się nim opasała, ja więcej nie chcę nic...

— Toć ludzie zobaczą! — zawołała Zamechska.

— Pomyślą, że ją tak król stroi — odparł Dudycz.

— A król?

— Król na to zważać nie będzie.